
Przez blisko siedem dekad stanowiła najważniejsze źródło wiedzy o dnie największego polskiego jeziora. Powstawała w bólach, podczas mroźnych mazurskich zim, a jej dokładność do dziś budzi podziw naukowców. Mowa o unikatowej mapie batymetrycznej jeziora Śniardwy autorstwa Karla Scriby, którą można dziś podziwiać w Muzeum Ziemi Piskiej.
- W zbiorach piskiego muzeum znajduje się eksponat, który jest nie tylko zabytkiem kartografii, ale przede wszystkim świadectwem niezwykłego uporu i pasji jednego człowieka. Karl Scriba (1846–1922), starszy mistrz rybacki i emerytowany kapitan, był postacią kluczową dla mazurskiego rybołówstwa. Od 1874 roku kierował giżyckim Inspektoratem Rybackim, nadzorując wody Wielkich Jezior Mazurskich. To właśnie on podjął się tytanicznego zadania: dokładnego zmierzenia głębin Śniardw – informuje Mazurska Służba Ratownicza.
Precyzja mierzona łańcuchem
Opublikowana w 1894 roku mapa w skali 1:25 000 była jak na tamte czasy dziełem nowatorskim. Scriba zastosował najbardziej precyzyjną, choć jednocześnie najbardziej wyczerpującą metodę – pomiary z lodu. Przez wiele kolejnych zim ekipy pod jego dowództwem wytyczały na zamarzniętej tafli jeziora idealnie proste linie. Co 250 metrów, odmierzanych łańcuchem mierniczym, wiercono otwory i sondowano głębokość.
Efektem tej mozolnej pracy było naniesienie izobat (linii łączących punkty o tej samej głębokości) oraz zaznaczenie tzw. toni. To szczególne miejsca na jeziorze, gdzie dno jest gładkie, pozbawione przeszkód i idealnie nadaje się do zaciągania niewodów (wielkich sieci rybackich).
Mazurskie korzenie ukryte w nazwach
Niezwykle ciekawym aspektem mapy jest jej warstwa lingwistyczna. Choć powstała w czasach silnej germanizacji, Scriba uwiecznił na niej nazwy toni w języku mazurskim. Dopiero obok nich widnieją niemieckie tłumaczenia lub fonetyczne dopasowania. To dowód na to, że pruscy urzędnicy musieli polegać na tradycyjnej wiedzy lokalnych rybaków, którzy od wieków nazywali podwodne zagłębienia i wzniesienia we własnej mowie.
Mapa Scriby była tak doskonała, że stała się bazą dla późniejszych opracowań wybitnych naukowców. Korzystał z niej m.in. niemiecki geograf Wilhelm Ule, który choć sam prowadził badania na jeziorach Mamry czy Niegocin, w przypadku Śniardw w pełni zaufał pomiarom kapitana z Giżycka.
O jakości pracy Scriby najlepiej świadczy fakt, że kolejna tak szczegółowa weryfikacja dna Śniardw odbyła się dopiero w latach 1960–1962. Nowoczesne badania wykazały, że kapitan pomylił się w określeniu maksymalnej głębokości jeziora o zaledwie 1,6 metra (Scriba wskazał głębokość większą niż faktyczne 23,4 m). Aby osiągnąć ten wynik, polscy badacze musieli wywiercić w lodzie ponad 40 tysięcy otworów o łącznej głębokości przekraczającej 15 kilometrów.
Świadek historii dawnych Mazur
Egzemplarz prezentowany w Muzeum Ziemi Piskiej posiada jeszcze jedną, mroczną ciekawostkę. Na mapie widnieje pieczęć ze swastyką należąca do nadmistrza rybackiego z Giżycka. Dowodzi to, że dokument stworzony pod koniec XIX wieku był w ciągłym, oficjalnym użyciu urzędowym aż do 1945 roku. Przetrwał cesarstwo, Republikę Weimarską i czasy III Rzeszy, by ostatecznie trafić do muzealnej gabloty jako jeden z najcenniejszych dokumentów historycznych regionu.
Wszystkich, którzy chcą na własne oczy zobaczyć, jak przed ponad stu laty "czytano" dno Mazurskiego Morza, Muzeum Ziemi Piskiej zaprasza do odwiedzin.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.
Artykuł nie ma jeszcze komentarzy, bądź pierwszy!