
W Okartowie, nad brzegiem jeziora Śniardwy, od ponad 45 lat stacjonuje Mazurska Służba Ratownicza (MSR). Dziś jednak nad tą strategiczną bazą zawisły czarne chmury, a powodem nie jest nagłe załamanie pogody, lecz narastający konflikt prawno-finansowy między stowarzyszeniem a władzami gminy Pisz.
Istota sporu ogniskuje się wokół działki 423/1 o powierzchni blisko pół hektara, posiadającej bezpośredni dostęp do linii brzegowej. Choć baza ratowników zajmuje kilka parceli, to właśnie ten grunt, należący do gminy Pisz, jest kluczowy dla funkcjonowania jednostki.
Od 2024 roku ratownicy zajmują go bezumownie, co jest efektem impasu w rozmowach z nowym burmistrzem Pisza, Dariuszem Kińskim. Włodarz uzależnił podpisanie nowej umowy dzierżawy od udzielenia przez MSR bezterminowej służebności gruntowej na sąsiedniej działce należącej do stowarzyszenia. Służebność ta miałaby zapewnić gminie formalny dojazd do jej terenu, który obecnie nie posiada własnej drogi dojazdowej.
Zarząd Mazurskiej Służby Ratowniczej wyjaśnił, że taka służebność nie jest formalnie konieczna przy obecnym stanie użytkowania działek. Co więcej zarząd nie posiada kompetencji do podjęcia takiej decyzji – zgodnie ze statutem, rozporządzanie majątkiem organizacji wymaga zgody Walnego Zgromadzenia Członków. MSR nie odmówiła służebności, lecz zwróciła uwagę, że nie może jej udzielić w formie bezterminowej i bez gwarancji stabilnego prawa do użytkowania terenu.
Członkowie MSR alarmują, że ustanowienie bezterminowej służebności bez jednoczesnych gwarancji trwałości dzierżawy to prosta droga do likwidacji bazy.
Usunięcie wady prawnej działki gminnej – czyli braku dojazdu – radykalnie podnosi jej atrakcyjność rynkową. Według wyceny rzeczoznawcy, grunt ten jest wart co najmniej 2,5 miliona złotych i stanowi łakomy kąsek dla inwestorów budujących hotele czy apartamentowce.
Obawy ratowników potęguje fakt, że wciąż obowiązuje uchwała poprzedniej Rady Miejskiej przeznaczająca tę działkę do sprzedaży, której obecny burmistrz do tej pory nie uchylił.
W praktyce oznacza to, że obecny włodarz nie może samodzielnie zagwarantować, iż teren nie zostanie sprzedany przez Radę Miejską w przyszłości. Wystarczyłoby jedno głosowanie, by atrakcyjny grunt z bezpośrednim dostępem do wody – po uzyskaniu służebności dojazdu – został wystawiony na sprzedaż, np. pod inwestycję hotelową.
Sytuacja stała się krytyczna w 2025 roku, gdy gmina przeszła do działań restrykcyjnych. Burmistrz zapowiedział wystąpienie na drogę sądową w celu przymusowego ustanowienia służebności, a we wrześniu wystawił stowarzyszeniu rachunek w wysokości 24 tysięcy złotych jako odszkodowanie za bezumowne korzystanie z nieruchomości.
Dla Mazurskiej Służby Ratowniczej, będącej Organizacją Pożytku Publicznego, to gigantyczny cios finansowy. Kwota ta stanowi niemal jedną trzecią środków zebranych z odpisów 1,5% podatku PIT. Ratownicy nie kryją goryczy, podkreślając, że zostali potraktowani przez gminę jak komercyjny biznes, podczas gdy ich działalność opiera się na misji ratowania życia. Wskazują przy tym na postawę sąsiedniej gminy Orzysz, która drugą część terenu pod bazę wydzierżawia im za symboliczną złotówkę.
- Ta kwota została wyliczona przez Burmistrza czysto uznaniowo. Potraktował nas tak jak byśmy prowadzili tu hotel albo marinę, a nie bazę ratunkową finansowaną ze składek i dotacji – mówi jeden z członków MSR.
Członkowie stowarzyszenia deklarują, że nie mają zaufania do słów burmistrza o woli współpracy i braku złych zamiarów.
- Pieniądze, które dziś musimy przeznaczyć na opłaty wobec Gminy Pisz, to środki, które mogłyby być wykorzystane na paliwo do łodzi, przeglądy techniczne czy szkolenia ratowników. Z Gminą Orzysz, do której należy inna działka pod bazą jest całkowicie inna rozmowa. Dostaliśmy jej dzierżawę za symboliczną złotówkę. Więc jak widać, jak się chce, to się da – podkreślają przedstawiciele służby.
Burmistrz Pisza, odpowiadając na te zarzuty w trakcie Walnego Zgromadzenia MSR, utrzymywał, że jego działania są podyktowane obowiązkiem przestrzegania dyscypliny finansów publicznych i koniecznością uporządkowania kwestii własnościowych. Twierdził, że gmina musi formalnie zabezpieczyć dostęp do swojej działki, a ustanowienie służebności jest tego naturalnym elementem.
Dla Mazurskiej Służby Ratowniczej to jednak za mało. Jak mówią ratownicy, w przeszłości podobne zapewnienia władz gminnych nie uchroniły ich przed próbami likwidacji bazy. Dziś obawiają się, że historia może się powtórzyć.
MSR deklaruje chęć porozumienia, ale stawia twardy warunek: stabilność. Ratownicy są gotowi przystać na służebność, o ile otrzymają umowę dzierżawy na co najmniej dziesięć lat. Taki okres jest niezbędny, by organizacja mogła skutecznie ubiegać się o fundusze unijne i ministerialne na modernizację bazy oraz zakup specjalistycznego sprzętu. Bez długofalowej gwarancji nikt nie zaryzykuje inwestowania milionów złotych w obiekt, z którego gmina może ich usunąć w każdej chwili.
Jeśli kompromis nie zostanie wypracowany, region może stracić jeden z najważniejszych punktów ratunkowych na Mazurach.
- Nie jesteśmy stroną polityczną ani biznesową. Chcemy tylko dalej wykonywać swoją misję – ratować ludzkie życie. Dlatego prosimy o decyzję, która pozwoli nam działać stabilnie i zgodnie z prawem, zamiast pozostawać w zawieszeniu między deklaracjami a biurokratycznymi ograniczeniami – mówi przedstawiciel MSR.
Ratownicy apelują do władz o decyzje oparte na trosce o bezpieczeństwo publiczne, a nie tylko na arkuszu kalkulacyjnym, przypominając, że ich obecność na jeziorze to nie biznes, lecz służba, której nie da się przeliczyć na metry kwadratowe atrakcyjnego gruntu.
Tekst powstał na podstawie informacji Mazurskiej Służby Ratowniczej.






Serwis mazury24.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i opinii. Prosimy o zamieszczanie komentarzy dotyczących danej tematyki dyskusji. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.